
Dodałabym jeszcze jedno zadanie świąteczne - mianowicie
SAMOŚWIADOMOŚĆ ISTNIENIA!!!
Bywało, iż nadużywałam słowa święta, święta i po świętach, drażniły mnie zbliżające się święta,a kiedy już nastały, żeby szybko się skończyły. Jednak w tym roku jest inaczej-CIESZĄ MNIE NADCHODZĄCE ŚWIĘTA! Dlaczego jak to się stało? Pojawiło się pytanie po cóż tu jestem. Przecież nie po to żeby spalać się ze złości nie wiadomo o co, żeby kulać się przez życie i być sterowanym przez innych. Wszystkie moje wydarzenia z mijającego roku odbieram jako lekcję życia i naukę tego jak mogę sama nim pokierować. Każdy z nas ma wpływ na swoje życie : przez pozytywne myślenie, dobre słowa dla innych oraz szukanie radości w najdrobniejszych rzeczach czy wydarzeniach i umiejętności dzielenia się tą radością z innymi.
Czekam jak dziecko na strojenie choinki, przygotowania kolacji wigilijnej, dzwonka do drzwi oznajmiającego pojawienia się gości, tej świątecznej atmosfery i życzliwości ,do której tego roku nie muszę się zmuszać bo popłynie prosto z serca.

Wiesz co, tyle pozytywnej energii bije z Twojego bloga, że aż chce się zostać na dłużej. Ostatnio proza życia mnie trochę przytłoczyła i co tu dużo mówić, brakuje mi tej dobrej energii. A mój wewnętrzny ogień chyba trochę przygasł... czas rozpalić go na nowo!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie!
Dziękuję za tak miłe słowa i cieszę się,że mogę Cię gościć. Ten blog to moja terapia i praca nad sobą. Dzięki pisaniu uwierzyłam w siebie i bardzo się rozwinęłam. Swoją rzeczywistość tworzymy przez nasze myśli i zachowanie. To co dajemy do nas wraca. Wszystko zależy od nas nie rozpamiętuj tego co było, wybaczaj sobie i innym, nie drżyj o przyszłość tylko żyj TU I TERAZ.
OdpowiedzUsuńJa podobne refleksje mialam podczas tegorocznych świąt :) wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)
OdpowiedzUsuńCo prawda już po świętach ale to nic i tak napiszę co mam do powiedzenia :-) Po tegorocznych świetach zdałam sobie na 100% sprawę z tego, że takie mamy święta jacy sami jesteśmy. To my tworzymy atmosferę spotań świątecznych i tylko w tym ambaras, żeby wszyscy zgromadzeni przy stole również chcieli ten fakt dostrzec... To się nazywa "być odpowiedzalnym".
OdpowiedzUsuń